Odszedł Janusz Głowacki
"Gazeta Wyborcza", 21 sierpnia 2017 r.

Grillujemy sobie, chrupiąc białe kiełbaski , zajadając pomidory z mozzarellą, całość popijając Żywcem, a tu dowiaduję się, że zmarł Janusz Głowacki. Pierwsza myśl banalna, jaka przyszła mi do głowy to pytanie, kogo ja teraz będę czytał.  Potem poczułem, że jednak jestem zaskoczony, bo jeszcze w grudniu zeszłego roku na spotkaniu autorskim na okoliczność „Dżanusa”  Głowacki zachwycał się walorami, chcę wierzyć intelektualnymi, hojnie obdarzonej pani młodszej od pisarza o jakieś 40 lat.  Dziarski staruszek, zazdrość mnie zalała.

Na początku wakacji przyszła mi do głowy myśl, że w gronie aktorów amatorów oraz innych wyrzutków społecznych wystawimy na deskach zaprzyjaźnionego domu kultury "Kopciucha" Janusza Głowackiego.
Do inscenizacji zgłosiło akces kilku członków rodziny oraz inne trupy (wędrowne). Podjąłem próby skontaktowania się z Januszem Głowackim w celu uzyskania zgody na wystawienie sztuki. Mam nadzieję, że nie przez to umarł.
"Wyborcza" i "Rzeczpospolita" napisały o pisarzu na pierwszych stronach. Ktoś kiedyś przytomnie zauważył, że cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych.
Musiał to być albo bardzo smutny człowiek, albo się po prostu pomylił. Zdarza mi się czytać co nieco, ale nie przeczytałem ostatnio we współczesnej literaturze polskiej niczego, co dałoby się porównać z Głowackim. Bo Gałczyński, Osiecka i Hłasko też nie żyją, choć jednak. No, Jerzy Pilch jeszcze ciągnie.
"Kopciuch" bez Głowackiego nie ma sensu czy zyskał podwójny? Nie wiem.

Fragment "Kopciucha"

Co by tu jeszcze napisać?

Nic nie przychodzi mi do głowy, więc tylko zacytuję Głowackiego, chyba "Z Głowy”: Na lewo od parkingu jest restauracja „Pod Retmanem”. Teraz jest w niej smutno i pustawo. Co jakiś czas zajeżdżają autokary z zagranicznymi wycieczkami. Wtedy przebrani za krakowiaków skinheadzi obejmują wytatuowane na ramionach krakowianki i tańczą dla Niemców kujawiaki. Niedawno szedłem wieczorem do domu, a z drugiej strony murku wystawała głowa parkingowego. „Panie Januszu – zawołał – niech pan pozwoli”. Parę razy mocno potrząsnął moją ręką: „Pan nawet nie wie, jak ja pana szanuję. Przepraszam, że w tej chwili oddaję mocz”.

 
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl