Wanda Chotomska - nie mam nic do ukrycia [RECENZJA]

Dzieciństwo miałem raczej szczęśliwe. Kiedy w siódmej klasie podstawówki zachorowałem na zapalenie płuc, chomik uciekł za regał i nie dawał się wybawić ani marchewką, ani cukinią. W obliczu porażki w opiece nad zwierzęciem w sukurs nadciągnęły dwie koleżanki. Marzenka z dołu i Sylwia z góry. Sylwia się we mnie kochała, a Marzenka – miała duże piersi. Nie. Było na odwrót. Za meble schowała się świnka morska.

 


W wolnych chwilach od zajmowania się folwarkiem zwierzęcym i zapadania na zapalenie płuc czytałem książki, które trudno posądzać o pudrowanie młodej duszy, a więc Jacka Londona, Jamesa Oliviera Curwooda oraz historię wyrzynania dobrych Indian przez złe blade twarze.


Trudno się zatem dziwić, że wiersze Wandy Chotomskiej poznałem dopiero z biografii „Wanda Chotomska – Nie mam nic do ukrycia” autorstwa Barbary Gawryluk. To już się robi powoli moda, że pisarz ciężko chory zaprasza do spisania mijającego życia zaprzyjaźnionego dziennikarza, dziennikarkę, która bardziej niż biografię pisze panegiryk. Znajomi, rodzina, wydawcy, koledzy po piórze zapamiętali autorkę wierszy i piosenek dla dzieci jako kobietę zdolną, energiczną, doskonale i gustownie ubraną, zarażającą entuzjazmem innych. Nie chciałbym wyjść na malkontenta, ale dziś podobną wymową ma co drugi post na blogu lajfstajlowym lub motywacyjnym. 

Jednowymiarowość świata wyłaniająca się z książki Gawryluk z minuty na minutę staje się coraz bardziej nużącą, tym bardziej że najwięcej dzieje się w pierwszej części książki i życia Chotomskiej, gdzie autorka pisze o wojnie, latach pięćdziesiątych, a przede wszystkim przyjaźni bohaterki z Mironem Białoszewskim:


“W swoim mieszkaniu na Poznańskiej organizował tak zwane czytania i mnie też tam zaprosił. Kiedyś to mieszkanie musiało być bardzo reprezentacyjne, ale wtedy poprzedzielano je na różne klitki. Jego pokój dodatkowo przegrodzony był dyktą, za którą mieszkali jacyś ludzie, nazywaliśmy ich przepierzeńcami, a u niego żył jakiś kolejarz. Dzieliła ich tylko rura od pieca, bardzo zresztą pięknego, ten piec nawet trafił do któregoś z wierszy. Na owej rurze suszyły się zawsze onuce tego kolejarza, a w garnku gotował się kapuśniak. A myśmy tam przychodzili i ścieśnialiśmy się na łóżku. Miron robił dla siebie mocną herbatę, taką, że łyżka stawała,  a potem nam czytał i  z tego czytania pamiętam różne wersje “Pamiętnika z Powstania Warszawskiego”.


Pomijając opowieści z tamtych właśnie czasów, trochę się to czyta, jakby oglądało „M jak miłość”. Jak jedzą to sałatkę grecką w bistro, zapijając białym winem. Jak pracują, to w kancelarii prawnej albo przynajmniej na posterunku policji, która dzielnie strzeże porządku publicznego, z zapałem śledząc wieśniaków wyrzucających śmieci do lasu. Po Warszawie i Lipnicy przemieszczają się Land Roverami, tramwajem na gapę nikt nie jeździ.


Z książką o Chotomskiej, obrazoburczo powiem, że i z samymi wierszami, jest jak z obrazami da Vinci, o czym pisał Pierre La Mure w „Moulin Rouge”:

- Jeżeli pozwolisz, powiem ci teraz, dlaczego twierdzisz, że to Leonardo namalował Mona Lizę.

- Doskonale – zaśmiał się drwiąco Anquetin, zachwycony tą zmianą taktyki. – Słucham cię.

- Dlatego, że jest to napisane na mosiężnej tabliczce u dołu ramy. – Henryk uśmiechnął się szyderczo do swego przeciwnika. – Tak, stary. Na tej małej tabliczce wyryty jest napis: „Leonardo da Vinci. 1452-1519”. Stąd twoja pewność. Gdybyś znalazł Mona Lizę w sklepie u antykwariusza, zakurzoną i nieoprawioną, pomyślałbyś, że to jakiś dobry, mocno popękany pod grubą warstwą werniksu portret z epoki odrodzenia i dałbyś może za niego pięćset franków.


Jeśli nie jesteście wychowani na wierszach i piosenkach Chotomskiej i nic innego do czytania pod ręką, możecie sięgnąć po tę książkę. Z bajek wolę “Dziewczynkę z zapałkami”, bo nędza wymaga więcej wysiłku, nie tylko do jej przeżycia, ale i do opisania. 


Oceniam “Wandę Chotomską - Nie mam nic do ukrycia” na 3 w sześciostopniowej skali.

"Wanda Chotomska - nie mam nic do ukrycia", Barbara Gawryluk, Marginesy, Warszawa 2016

 

Autor: Jarek Pałyska

 

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl