Krótka historia niczego Jim Holt [CYTATY]

Natomiast powszechnie zgodzono się, że wyjaśnienie kwestii istnienia świata pozostaje poza zasięgiem nauki. Może ona bowiem wyjaśnić tylko jeden fragment rzeczywistości za pomocą innych jej fragmentów i nigdy nie będzie zdolna wyjaśnić rzeczywistości jako c a ł o ś ci. Tak więc istnienie świata może być jedynie nagim faktem. Bertrand Russell podsumował ten filozoficzny konsensus następująco: “Powinienem powiedzieć, że wszechświat po prostu jest i to wszystko”.

str. 36

 

W dwudziestowiecznej fizyce doszło do dwóch rewolucyjnych odkryć. Pierwsze z nich, teoria względności Einsteina, prowadziło do wniosku, że wszechświat miał swój początek w czasie. Drugie - mechanika kwantowa - miało jeszcze bardziej radykalne konsekwencje. Podało bowiem w wątpliwość samą ideę związku przyczynowo-skutkowego. Według teorii kwantowej zjawiska zachodzące w mikroskali mają zupełnie przypadkowy charakter, co narusza klasyczną zasadę przyczynowości. To sprawiło, że teoretycznie stało  się założenie, iż zalążek wszechświata powstał sam z siebie, bez wyraźnej przyczyny, nadprzyrodzonej lub nie. Być może świat wychynął s a m o r z u t n i e z absolutnej nicości. Cała egzystencja może zostać potraktowana jako przypadkowe fluktuacje w otchłani, “kwantowe przejście” z nicości w byt. Jak do tego doszło, próbuje rozwikłać, lecz bardzo znacząca grupa fizyków, którzy nazywają siebie niekiedy “teoretykami nicości”. Łącząc metafizyczną hucpę z naiwnością, uczeni ci - o których zalicza się między innymi Stephen Hawking - uważają, że będą zdolni wyjaśnić tajemnicę, którą do tej pory uznawano za nieprzeniknioną dla nauki.

“Krótka historia niczego”, Jim Holt

str. 39-40

 

Obecnie myśliciele pozostają podzieleni na trzy obozy, jeśli chodzi o ich stosunek do pytania “Dlaczego jest raczej coś niż nic?”. “Optymiści” utrzymują, że m u s i  b y ć jakaś przyczyna istnienia świata i możemy ją odkryć. “Pesymiści” wierzą, że m o ż e  b y ć jakaś przyczyna istnienia świata, ale nigdy nie będziemy tego wiedzieć na pewno - na przykład dlatego, że dostrzegamy zbyt mało z otaczającej nas rzeczywistości, by mieć świadomość kryjącej się za nią przyczyny, albo też dlatego, że przyczyna ta leży poza intelektualnymi możliwościami człowieka, którego natura wyposażyła w zdolność do przetrwania, a nie zgłębiania istoty kosmosu. W końcu “nagatywiści” upierają się, że n i e  m o ż e b y ć żadnej przyczyny istnienia świata, a zatem samo to pytanie jest pozbawione sensu.

str. 41

 

Według głównych religii monoteistycznych świat stworzył nieskończenie dobry i wszechmogący Bóg. Jeśli ktoś wierzy, że to prawda, w mniejszym lub większym stopniu jest zobligowany do tego, by postrzegać świat w korzystnym świetle, bez względu na wszelkie fizyczne niedoskonałości, takie jest zbędne cząstki elementarne i implodujące gwiazdy, a także niedoskonałości moralne, takie jak nowotwory u dzieci i Holokaust. Niektóre religie jednak przyjęły odmienną doktrynę stworzenia. Gnostycy, heretycki ruch, który rozwinął się w początkach chrześcijaństwa, utrzymywali, że świata materialnego nie stworzyła dobrotliwa istota boska, ale zrobił to zły demiurg. I  w ten sposób usprawiedliwili swoją odrazę do materialnej rzeczywistości. (Moje stanowisko wydaje mi się rozsądnym kompromisem między poglądami chrześcijan i gnostyków, uważam bowiem, że świat stworzyła istota, która jest w stu procentach złowroga, lecz tylko w osiemdziesięciu procentach skuteczna.

str. 47-48

 

Ludzki umysł odgrywa kluczową rolę w samonapędzającym się mechanizmie kreacji świata, wszechświata. Choć ludzkość wydaje się mało znaczącą częścią kosmosu, to właśnie nasza świadomość nadaje mu status rzeczywistości. W tej wizji, nazywanej czasem “wszechświatem uczestniczącym”, rzeczywistość to samopodtrzymująca się pętla: świat stwarza nas, a w zamian my stwarzamy świat. To trochę tak jak z literackim dziełem Prousta, który przez tysiące stron opisuje rozwój i cierpienia głównego bohatera, a na końcu okazuje się, że pisze on powieść, którą czytamy.

Czy nie podobnie jest z wyjaśnieniem tajemnicy Boga? Czy bez ludzkiej świadomości Bóg by istniał? Dzięki świadomości stwarzamy Boga, a Bóg w zbiorowej świadomości przekazywanej przez pokolenia kształtuje nas.

str. 48

 

Należy się jednak strzec, by nie popaść w błędne rozumowanie: to skłonność do mylenia niepowodzeń naszej wyobraźni z olśnieniem, co do tego, jak musi wyglądać rzeczywistość. “Nie potrafię wyobrazić sobie tego inaczej - mówi filozof - zatem musi być właśnie tak, a nie inaczej”. Poza granicami naszej wyobraźni znajduje się wiele rzeczy, które są nie tylko możliwe, lecz także prawdziwe. Nie umiemy wyobrazić sobie bezbarwnych obiektów, lecz atomy są pozbawione kolorów (nie są nawet szare). Większość z nas, z wyjątkiem ponadnaturalnie utalentowanych matematyków, nie potrafi wyobrazić sobie zakrzywionej przestrzeni. Ale zgodnie z teorią względności Einsteina żyjemy tak naprawdę w czterowymiarowej czasoprzestrzeni, która przeczy geometrii euklidesowej…

str. 65

 

Ontologiczny spór pomiędzy zwolennikami poglądów Newtona i Leibniza trwa aż do dziś i jest bardzo żywy. Ale teoria względności, zgodnie z którą czasoprzestrzeń wpływa na zachowanie się materii, przechyliła nieznacznie szalę na korzyść substancjalistów.   

str. 68

 

 

Nawet jeśli abstrakcyjna idea dobroci nie dostarcza istotnej przyczyny istnienia świata, to przynajmniej dostarcza jakiejkolwiek przyczyny. A przy braku przeciwważnej przyczyny, czyli takiej, która sprzeciwiłaby się istnieniu świata - dobroć sama w sobie może wystarczyć do zapewnienia bytowi zwycięstwa nad nicością. Wszak z fizycznego punktu widzenia wszechświat w ogóle nic nie kosztuje: jego całkowita energia, kiedy ujemna energia grawitacji jest zrównoważona przez pozytywną energię zamkniętą w materii, wynosi zero.

str. 259

-Hmmm - mruknął przeciągle Leslie. - To brzmi jako dowód na istnienie Najwyższego Masochisty. Trudno zaakceptować mi pogląd, że świat staje się lepszy dzięki dodatkowemu cierpieniu. A na tym polega większość poglądów doktryny chrześcijańskiej. Jones popełnił zbrodnię, więc odkupmy zło, przybijając Smitha do krzyża, i od razu będzie lepiej.

str. 260

 

Odkąd Leibniz poczynił tę bezmyślną uwagę, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów (za co Wolter bezlitośnie go wyśmiał) apologeci dobroci stworzenia starają się uzasadniać obecne na świecie zło. Być może - mówią - zło nie ma autentycznej rzeczywistości, ale jest tylko negacją, miejscowym  brakiem dobra, podobnie jak ślepota jest brakiem wzroku (to tak zwana prywacyjna koncepcja zła). Albo też zło stanowi nieunikniony produkt uboczny dobra wolności, które nie może istnieć  bez możliwości pogwałcenia go. Albo też odrobina zła sprawia, że rzeczywistość staje się lepsza jako organiczna całość - w taki sam sposób, w jaki dysonans w kwartecie smyczkowym Mozarta potęguje jego piękno albo w jaki śmierć jest niezbędna do estetycznej siły wyrazu tragedii. W końcu świat wypełniony samym tylko dobrem byłby dość mdły: smaku  nadaje mu dopiero obecność zła, które należy przezwyciężyć w szlachetnej walce. A czasem nawet samo zło może wydawać się efektowne i romantyczne, Czym byłby bowiem “Raj utracony” Miltona bez buntowniczej dumy Szatana?

str. 269-270

 

Krótka historia niczego, Jim Holt. PWN, 2014

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl