Schizofrenia '44 [AKTUALIZACJA 1 sierpnia 2020 r.]

Źródło: sppw1944

 

Chcę, by Grochów wyglądał tak jak teraz. Nie jak Warszawa na zdjęciu powyżej. Dlatego powstał ten tekst

 

 

Cześć i chwała bohaterskim żołnierzom Armii Krajowej stawiającym z ręczną bronią przez 63 dni opór w Powstaniu Warszawskim doskonale uzbrojonym i zorganizowanym oddziałom niemieckim. Hańba ich dowódcom na czele z generałem Tadeuszem Bór-Komorowskim, którzy wysłali żołnierzy na pewną, ale całkowicie bezsensowną śmierć.
Hańba niemieckim zbrodniarzom, którzy zniszczyli miasto, wybili i przepędzili jego mieszkańców. Nie ponieśli żadnej kary, przede wszystkim generał SS Erich von dem Bach-Zalewski, kat Woli Heinz Reinefarth, zmarły w RFN jako wesoły przez nikogo niepokojony staruszek.

 

Przygotowania do walki powstańczej rzeczywiście trwały całą okupację, ale KG AK doskonale wiedziała, jakimi dysponuje środkami. W dokumentach z początku lipca 1944 r.  jest mowa jedynie o działaniach partyzanckich na niezbyt dużą skalę, a nie o powstaniu.

"Milion zakładników powstania", z prof. Andrzejem Leonem Sową rozmawia Mirosław Maciorowski, Gazeta Wyborcza, 30-31 lipca 2016

Telewizja Polska pokazała 31 lipca 2015 roku film "Powstanie Warszawskie", obraz złożony z odrestaurowanych i pokolorowanych autentycznych kronik kręconych przez AK podczas powstania. Filmy były nieme, więc nałożono na nie wymyślone kwestie powstańczych kronikarzy, braci Witka i Karola. Akcja rozkręca się powoli. Początkowo wieje nudą, prawie chciałem przełączyć na inny kanał. Rozmowy braci w zamyśle twórców miały być normalne. Ot, rozmowy nastolatków, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, w czym uczestniczą. Nikt nie wymagał od nich, jak to od nastoletnich żołnierzy powstania, wiedzy o wojnie, geopolityce, strategii wojennej. Ale ich dialogi są mało emocjonalne, jakby to nie oni kręcili ten film, ale oglądali go piąty raz w kinie. A może obrazy kręcone przez nich nie wywoływały emocji, bo w filmie tak naprawdę nie widać walki, rzezi ludności, planowego niszczenia miasta przez Niemców.

Na mnie największe wrażenie robi końcówka filmu. Zgliszcza miasta. Jakby to nie Niemcy niszczyli planowo dom po domu, ale spadła na Warszawę bomba atomowa. Przejmujące. A pokazana po filmie animacja "Miasto ruin" (obejrzyj film poniżej) przygnębia krańcowo. Gruzy, gruzy, gruzy, gdzieniegdzie przetykane kikutami domów. I końcowe napisy. Przed wojną w Warszawie mieszkało 1 milion 300 tysięcy ludzi, przed wybuchem powstania - 900 tysięcy. Na początku 1945 roku - w ruinach domów wegetowało mniej niż 1000 osób!!!

 

 

 

Dokonała się gigantyczna zbrodnia na Warszawie, na jej mieszkańcach, architekturze, infrastrukturze. Kto za nią ponosi odpowiedzialność? Polscy dowódcy z generałem Tadeuszem Bór-Komorowskim na czele, którzy podjęli decyzję o wybuchu powstania oraz niemieccy oprawcy. Jedni i drudzy praktycznie nie ponieśli kar i konsekwencji za swoje błędne decyzje, a Niemcy - zbrodnicze czyny.

 

Nikt z polskiego dowództwa Armii Krajowej nawet się nie łudził, że Powstanie Warszawskie ma choćby cień powodzenia, co potwierdzał sam dowódca Armii Krajowej Tadeusz Bór-Komorowski: "Przy obecnym stanie sił niemieckich w Polsce przy przygotowaniach przeciwpowstańczych, polegających na rozbudowie każdego budynku zajętego przez oddziały, a nawet urzędy,  w obronne fortece z bunkrami otoczonymi drutem kolczastym, powstanie nie ma widoków powodzenia". Tadeusz Bór Komorowski także po latach przyznał, że latem 1944 r. doskonale wiedział o braku najmniejszych szans jego powodzenia, gdzie zapasy uzbrojenia, żywności, wody wystarczyć miały na kilka dni walki.

Armia Krajowa mogła wystawić do walki 25 tys. żołnierzy, ale jedynie 3 tys. z nich dysponowała bronią lekką. Niemcy, dzięki wywiadowi, wiedzieli o przygotowaniach. Obsadzili i dozbroili strategiczne punkty miasta.

A jednak powstanie wybuchło napędzane męką mieszkańców spowodowaną bolesną polityką okupanta, a przede wszystkim - gigantyczną ułudą, mrzonką, wręcz schizofreniczną nadzieją, że Rosjanie potraktują polski rząd z Londynu oraz Armię Krajową jako równorzędnych partnerów w rządzeniu powojenną polską.

Tadeusz Bór-Komorowski żołnierzem decydując się na walkę w granicach miastach, skazał je na zniszczenie, a ludność cywilną na gigantyczne cierpienie i rzeź. Przecież nie mógł nie wiedzieć, jak przebiegała akcja "Burza" na wschodnich kresach Rzeczpospolitej. W okręgu lubelskim AK doszło do podstępnego rozbrojenia trzech dywizji Armii Krajowej. W czasie wspólnej ofensywy w stronę Warszawy z Armią Czerwoną zostały one otoczone przez wojska sowieckie, zatrzymanych żołnierzy polskich wysłano transportami na wschód, a 2,7 tys. z nich do obozu koncentracyjnego na Majdanku, a następnie większość z tej liczby w głąb Rosji. 17 lipca 1944 r. w Boguszach Sowieci podstępnie aresztowali kierowniczą kadrę okręgu wileńskiego AK. Zdezorientowane oddziały wileńskie i nowogródzkie będące w marszu do Puszczy Rudnickiej zostały otoczone i rozbrojone przez sowiecki 86 pułk wojsk pogranicznych. Około 4 tysięcy partyzantów trafiło do obozu przejściowego w Miednikach Królewskich, a stamtąd zostali wywiezieni do Kaługi i jako obywatele sowieccy wcieleni do 361 zapasowego pułku piechoty.

Plan "Burza" na Kresach Wschodnich zakończył się polityczną i militarną porażką, a miał doprowadzić do wyzwolenia tych terenów przez Armię Krajową spod okupacji niemieckiej i objęcia władzy przez przedstawicieli rządu londyńskiego.

Wspaniała klęska wręcz zachęciła dowództwo AK do organizacji powstania w Warszawie. Zaczęto je planować na poważnie 21 lipca 1944. Na 10 dni przed wybuchem.

28 lipca alianci odmówili planowanemu powstaniu pomocy zbrojnej, mimo to rząd Stanisława Mikołajczyka nie zakazał jego organizacji.

Mimo to w swojej kompletnej naiwności, godnej początkującego publicysty politycznego Bór-Komorowski sądził, że wybuch powstania:

a) udokumentuje przed światem nieugiętą wolę walki Polaków przeciwko Niemcom;

b) wyrwie Sowietom atut, że jesteśmy cichym sprzymierzeńcem Niemiec;

c)  weźmie pod swe dowództwo tę część społeczeństwa, która chciała walczyć z Niemcami, a nie była żołnierzami AK.

Żadna inna europejska stolica nie wpadła na taki pomysł, by coś udowadniać światu, więc Czesi cieszą się dziś piękną Pragą, Węgrzy - Budapesztem, Francuzi - Paryżem. Padło na Polaków. W zbiorowej psychice Polaków tkwi horrendalne fatum: Romantyczny mit oddawania życia za miliony, tkwienia w poczuciu winny oraz niższości wobec Zachodu, któremu musimy coś udowadniać.

Świat miał głęboko w nosie naszą "nieugiętą wolę walki". Dla Zachodu liczył się Stalin i jego nieprzebrane ilości żołnierzy Armii Czerwonej, która wiązała niemieckie dywizje. Stalin miał doświadczenie w wykrwawianiu swojego ludu, więc pewnie nie robiło to na nim wielkiego wrażenia, ale tym razem ten niezwykle skuteczny przywódca miał okazję otrzymać za to wymierne korzyści: Wyzwolone przez czerwonoarmijców od Niemców, ale poddane sobie jako lenno - kraje;

 

1 sierpnia 1944 r. niesione tymi mrzonkami powstanie wybuchło. To że trwało 63 dni dowodzi niezłomnego bohaterstwa  żołnierzy walczących na ulicach. Za to należy im się chwała. Im, tym żołnierzom bez broni, głodnym, obdartym, walczącym dziewczynom i chłopakom, którzy ginęli niesieni gniewem na okupanta i karmieni pustymi nadziejami przez dowódców.

Powstańcy przystąpili do walki z następującym arsenałem: 2629 karabinów,  w tym tylko 47 maszynowych, 3846 pistoletów, dwa (słownie: dwa!!!) działka przeciwpancerne oraz sześć moździerzy. Generał Władysław Anders w liście do generała Mariana Kukiela pisał: "Stolica, pomimo bezprzykładnego w historii bohaterstwa, z góry skazana jest na zagładę. Wywołanie powstania uważamy za ciężką zbrodnię i pytamy: kto ponosi za to odpowiedzialność?".

W pierwszych dniach powstania oddziały niemieckie zabiły około 65 tysięcy cywilnej ludności Warszawy. W sumie zginało na skutek planowych mordów, działań wojennych, głodu, chorób około 200 tys. cywilów oraz około 16 tysięcy powstańców. Ponad pół miliona ludzi wypędzono ze swoich domów, za co nigdy nie dostali odszkodowania ze strony państwa niemieckiego. To też jest zbrodnia i poważna wina władz II i III RP. Starty niemieckie wyniosły 2 tys. zabitych ludzi.

Armia Czerwona nie przyszła Polakom z pomocą nie tylko dlatego, że nie było to w jej politycznym interesie, ale również dlatego że podwarszawska bitwa pancerna między wojskami niemieckimi a rosyjskimi zatrzymała na chwilę sowieckie natarcie na Warszawę. Zwycięstwo Niemców pozwoliła na utworzenie przyczółków nad Wisłą.

Od 3 października 1944 r. do 16 stycznia 1945 roku specjalne oddziały niemieckie zniszczyły 72 procent budynków mieszkalnych stolicy, 27 listopada 1944 r. wysadzili w powietrze Zamek Królewski.

Jest coś niebywałego, że Polacy nie ścigali, w odróżnieniu do Żydów, zbrodniarzy wojennych. Wspomniany generał SS Erich von dem Bach-Zalewski sądzony był w powojennych procesach za wiele zbrodni, nie zaś za zbrodnie przeciwko Polakom. Inny zbrodniarz wojenny Heinz Reinefarth, żołnierz SS, w powojennych zachodnich Niemczech był nawet burmistrzem miasteczka Westerland i posłem do Landtagu. Zmarł jako wesoły staruszek w 1979 roku. Po zakończeniu wojny władze polskie zażądały od Brytyjczyków i Amerykanów ekstradycji zbrodniarza, jednak zachodni alianci uznali, że może on być przydatny jako świadek w procesach norymberskich i odmówili spełnienia prośby. Następnie Reinefarth był aresztowany przez pewien czas pod zarzutem zbrodni wojennych, ale sąd w Hamburgu zwolnił go z powodu braku dowodów. Oto jak Zachód docenił w czasie i po wojnie polskich powstańców.

Posłowie parlamentu niemieckiego landu Szlezwik-Holsztyn przyjęli uchwałę, w której przeproszono za to, że niemiecki generał SS Heinz Reinefarth, nazywany „rzeźnikiem Woli”nie odpowiedział za zbrodnie i został posłem do Landtagu. Przeprosili nas, więc się cieszmy. Powiedzcie to rodzinom pomordowanych. Historia jest szydercza i ironiczna. Szkoda tylko, że tak bolesna, kosztowna dla Polaków. I to właśnie świętujemy co rok.

Pozwolę sobie na bardziej osobistą dygresję. Dziś Warszawa jest pięknym miastem, bogatym, pewnie jeszcze piękniejszym niż była przed wojną. Czy pozwoliłbym swoim synom iść na taką powstańczą wojnę w środku miasta?

1 sierpnia 2015 roku mając do dyspozycji pełną wiedzę historyczną i siedząc w ciepłym i schludnym pokoju łatwo feruje się wyroki, gdy nie czuje się zbiorowych emocji i uczuć warszawiaków z lata 1944 r.

Ale emocje zwykłych ludzi, takich jak ja, mądrzy i przewidujący politycy mają obowiązek odróżniać od interesu kraju. Dlatego sądzę, że wybuch powstania był zbrodnią, dziś też by nią był, a synom nie mógłbym zakazać walki. Ale odwodziłbym ich od tego pomysłu ze wszystkich sił.

 

Przy pisaniu tekstu korzystałem z:

- Obłęd 44, Piotr Zychowicz, wyd. Rebis, 2013

- Harakiri '44, Paweł Lepkowski, "Historia Uwżam Rze", nr 8 (41), sierpień 2015

- notki Wikipedia

- serwis internetowy tygodnika Wprost

- "Zgubne kalkulacje", Jacek Tebinka, "Polityka", nr 31, lipiec 2020

 

 

 

Autor: Jarosław Pałyska

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl